piątek, 31 sierpnia 2012

Dzisiaj Nasze Święto! Postanowiłam to uczcić i upiec coś pysznego, innego i zupełnie odmiennego niż na przykład tort. Wybór padł na moje ulubione ciasto marchewkowe. Jest dość popularne w krajach anglosaskich, a u nas dopiero zdobywa rzesze swoich zwolenników. Jest pyszne i wilgotne. Lekko korzenne,aromatyczne i zachwyca każdego poczęstowanego gościa. Dzisiaj z polewą czekoladową, ale rewelacyjne także z białą polewą z serka białego typu philadelfia. Przepis dostałam od sąsiadki, dodałam tylko od siebie ananasy i zamieniłam migdały na orzechy ziemne. Naprawdę pyszne ciasto, polecam każdemu łasuchowi.

 

Bardzo wilgotne i długo świeże, ale to naprawdę jest mało ważne, bo to ciasto znika bardzo szybko. Według mnie orzechy ziemne są strzałem w dziesiątkę, ale śmiało można je zastąpić migdałami czy orzechami włoskimi. Mój synek dziś po raz pierwszy skosztował tego wypieku i nie mógł się od niego oderwać. Polecam!

 

Co będzie potrzebne:

  • 1 szklanka mąki
  • 2 jajka
  • 0,5 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki oleju
  • 0,5 szklanki zmiksowanych lekko solonych orzeszków ziemnych
  • pół szklanki zmiksowanych ananasów z puszki
  • 2 ubite szklanki tartej marchewki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka cynamonu lub przyprawy do pierników

Jajka rozbełtać, dolać olej, dodać marchewkę i ananasy i dokładnie wymieszać. W drugiej misce wymieszać wszystkie składniki suche tj. mąkę, cukier, orzechy, sodę, proszek do pieczenia i przyprawy. Dosypujemy do składników mokrych. Wyrabiamy ciasto, dokładnie mieszając wszystkie składniki.

Kwadratową foremkę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, wlewamy ciasto.

Pieczemy przez 45 minut w 180 stopniach.

środa, 29 sierpnia 2012

Czasem nachodzą mnie pyszne myśli. Wstaję rano i od pierwszych chwil mojego nowego dnia zastanawiam się co zjem na śniadanie,  co upichcę na obiad, a może spontanicznie wymieszam jakieś pyszne ciasto by aromatem gościło każdego kto zaglądnie do moich drzwi. Tak, jestem łasuchem, choć po moich gabarytach wcale tego nie widać! Lubię jeść, ale lubię jeść dobrze, zdrowo, ale przede wszystkim smacznie. Zrobić dobry krem z pomidorów próbowałam wielokrotnie i prawie zawsze brakowało mi w nim czegoś istotnego. Jednak dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że poszukiwania definitywnie zakończone. Znalazłam mój krem z pomidorów, z moich ukochanych pomidorów. No, a kiedy jak nie teraz gdy one są takie smaczne?

 

Jest naprawdę pyszna, intensywnie pomidorowa, a dodatek mascarpone dodaje jej delikatności i charakteru. Idealna! Jednogłośnie została okrzyknięta właśnie tym słowem. Jak to miło jak tak wszystkim smakuje! Znakomicie nadaje się na przyjęcia jako przystawka, by zrobić tak zwane 'wow'. Polecam!

 

Co będzie potrzebne!

  • 1,5l bulionu drobiowego
  • 2 kg soczystych, słodkich pomidorów ( lub 2 puszki krojonych pellati)
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2 czerwone cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 ciabatta lub 200g chleba wiejskiego
  • 1 łyżka cukru
  • 0,5 łyżeczki bazylii + świeża do podania
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżka masła
  • pieprz, sól

Cebulę i czosnek posiekać. Na patelni rozgrzać oliwę i masło, podsmażyć cebulę i czosnek do zrumienienia. Dodać koncentrat i pomidory obrane ze skórki o pokrojone w kostkę. Podsmażać jakiś czas aż zaczną się rozpadać. Całość zalać bulionem. Ciabatte lub chleb zrumienić  w opiekaczu lub piekarniku i dodać do zupy. Gdy chlebek się rozgotuje całość zmiksować. Doprawić solą i pieprzem  bazylią.

Podawać z łyżką mascarpone i świeżymi listkami bazylii.

 

Ps. mój bulion gotuje na udkach pozbawionych skóry, marchewkach, pietruszce, dodaje por, seler, 2 ząbki czosnku, ziele angielskie i liść laurowy. Gotuje na wolnym ogniu 2 godziny, doprawiam solą i pieprzem.

Smacznego!

wtorek, 28 sierpnia 2012

Szybki obiad. Często brakuje nam czasu by przygotować nasze ulubione dania, szukamy oszczędności czasu, albo zamawiamy na wynos. Na szczęście jest cała masa pysznych dań, które można przygotować bardzo szybko, a smakują równie dobrze. Propozycją na dziś jest kurczak w bardzo smacznym sosie śmietanowo- porowym. Propozycja fajna o tyle, że na jej bazie można stworzyć bardzo wiele dań. Może posłużyć jako farsz do naleśników, może posłużyć jako danie główne podawane z ryżem, możemy też nafaszerować nią kieszenie z kurczaka i wtedy nie dodajemy go już do całości. W każdej wersji smakuje pysznie. A co najważniejsze przygotowanie takiego sosu to naprawdę pikuś.

 

Bardzo fajna propozycja na co dzień. Smakuje naprawdę wybornie, sos jest delikatny i smaczny. Por nadaje ostrości a dodatek carry nieco orientalnego charakteru. Polecam.

 

Co będzie potrzebne:

  • podwójny filet z kurczaka ( ok. 600g)
  • 2 młode pory
  • 2 żabki czosnku
  • 200ml gęstej śmietany
  • 150g tartego sera żółtego
  • kilka kropel soku z cytryny
  • łyżeczka carry
  • łyżeczka tymianku
  • pieprz, sól
  • łyżka masła
  • 2 łyżki oliwy

Fileta kroimy w drobną kostkę, skrapiamy sokiem z cytryny i łyżką oliwy, carry, tymiankiem, całość doprawiamy solą i pieprzem. Dokładnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na około pół godziny.

Pora kroimy w krążki, czosnek przeciskamy przez praskę i podsmażamy na maśle i reszcie oliwy. Mieszamy by por nam się nie przyrumienił. Gdy będzie już miękki, dodajemy śmietankę i mieszamy aż sos się zagotuje, wtedy dodajemy tarty ser żółty i mieszamy do momentu rozpuszczenia się sera.

W międzyczasie podsmażamy kurczaka przez około 5 minut na dość dużym ogniu, by się przypiekł ze wszystkich stron. Przekładamy go do sosu i dokładnie mieszamy, jeszcze chwilkę gotujemy pod przykryciem.

Podajemy natychmiast np. z ryżem jak to było u mnie.

Smacznego!

sobota, 25 sierpnia 2012

Klasyczne, włoskie, chyba nie znam osoby, która nie lubiła by tego spaghetti. Każdy podaje je po swojemu, ja również czasami dodaję coś od siebie do tego sosu, ale dziś stworzyłam mój tradycyjny sos do spaghetti bolognese. Bez czego nie istnieje moje spaghetti? Bez selera naciowego, mleka i tymianku. Mielona wołowina jest delikatna, świetnie przechodzi smakiem pomidorowego sosu. Uwielbiam i robię bardzo często.

 

Lekko kwaskowy sos, bardzo pomidorowy i bardzo mięsny, z dużą ilością czosnku i ziół- ot cała moja tajemnica. Pyszne spaghetti, idealne na każdy dzień, na obiad czy kolacje. 

 

Co będzie potrzebne:

  • 400g makaronu spaghetti
  • 0,5 kg mielonej wołowiny
  • 1 czerwona cebula
  • łodyga selera naciowego
  • 1 mała marchewka
  • 3 ząbki czosnku
  • 0,5 szklanki mleka
  • szklanka bulionu wołowego ( można zastąpić wodą)
  • puszka pomidorów bez skórki
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 3 łyżki ketchupu
  • łyżeczka bazylii
  • łyżeczka oregano
  • łyżeczka tymianku
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • liść laurowy
  • sól, pieprz
  • kilka łyżek oliwy
  • tarty parmezan

Cebulę i czosnek drobno posiekać. Podsmażyć na kilku łyżkach oliwy przez chwilę. Dodać drobno pokrojony seler naciowy i startą na tarce o grubych oczkach marchewkę, ciągle mieszając całość podsmażać jeszcze przez moment. Dodać mięso. Smażymy całość, rozdzielając mięso łyżką. Musimy uważać by wołowina nie przypiekla się zbyt intensywnie. Może to trwać kilka minut. Doprawiamy solą i pieprzem.

Gdy mięso nabierze koloru i nie będzie już różowe dodajemy mleko, szczyptę gałki i liść laurowy. Gotujemy na małym ogniu do momentu aż cały płyn nie odparuje. Po tym czasie dodajemy bulion, wrzucamy puszkę pomidorów, koncentrat pomidorowy i ketchup. Gotujemy na lekkim ogniu przez dość długi czas. Cały płyn musi odparować a sos musi być gładki i gęsty ( nawet 1,5 godziny).

Na końcu doprawić jeszcze solą i pieprzem, dodać zioła i pozostały czosnek przeciśnięty przez praskę.

Podawać z makaronem spaghetti ugotowanym na al dente, całość posypać parmezanem.

Smacznego!

piątek, 24 sierpnia 2012

Moim ukochanym, ulubionym, naj naj naj wspanialszym ciastem ze wszystkich jest najzwyklejsze ciasto drożdżowe. Przepisów mam mnóstwo, piekłam ich bardzo wiele, ale w końcu doczekałam się przepisu na moje ciasto drożdżowe idealne. Metoda prób i błędów w tym wypadku wypaliła i pozwoliła stworzyć coś naprawdę niesamowitego. Już na ciepło zniknęło pół blachy. Ciasto jest dość rzadkie, ale to chyba było warunkiem powodzenia. Pięknie wyrosło, było niezwykle puszyste, pysznie cytrynowe i takie maślane. O dziwo wilgotne, mimo braków owoców. I powiem Wam, że owoców wcale do niego nie trzeba. Jedyną jego wadą było to, że nie dał się ładnie sfotografować, no ale takie już są te drożdżowe ciasta. Pyszne! Polecam, polecam, polecam!

 

Wszystko na jego temat napisałam już we wstępie. Dodam tylko tyle, że jest to najbardziej puszysty drożdżowiec jakiego jadłam, rozpływa się w ustach, jest cytrynowy i aromatyczny. Innego już nie chce!

 

Co będzie potrzebne:

  • 400-420 g mąki pszennej chlebowej
  • 20g drożdży ( lub 10g drożdży suchych)
  • 200 ml mleka
  • 75g masła
  • 1 duże jajko
  • 100g cukru ( można śmiało dać mniej, bo jest dość słodkie)
  • 0,5 łyżeczki soli
  • skórka otarta z 1 cytryny+ sok z połowy cytryny

Kruszonka:

  • 75g masła w temp. pokojowej
  • 120g mąki
  • 6 łyżek cukru
  • opakowanie cukru waniliowego

Mleko lekko podgrzać. Z części zrobić zaczyn. Mąkę przesiać, jeśli używamy drożdży suchych mieszamy go razem z mąką. Dodać po kolei wszystkie składniki, na końcu dodać roztopione masło. Dość długo wyrabiać, ciasto jest dość rzadkie, ale musi być elastyczne, miękkie i gładkie. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia, by podwoiło swoją objętość ( około godzina)

Foremkę, dużą keksówkę lub foremkę o wymiarach 30x20cm nasmarować masłem. Po wyrośnięciu ciasto wyrobić ponownie delikatnie i przełożyć do foremki. Ponownie odstawić do wyrośnięcia na około pół godziny. 

W palcach wyrobić kruszonkę, posypać dokładnie ciasto. Można je najpierw posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec w 180 stopniach przez około 30 minut.

Ciasto można przygotować również w maszynie. Wtedy wszystkie składniki- najpierw płynne, potem sypkie, a na końcu drożdże umieścić w formie i wyrabiac odpowiednim programem. Dalej postępować jak w przepisie powyższym.

środa, 22 sierpnia 2012

Czy u Was widać już pierwsze oznaki jesieni?? U mnie jeszcze lato w pełni, a dzisiejszy dzień przywitał mnie niesamowitą burzą. Błyskało się i grzmiało na potęgę, a ja napawałam się świeżym, rześkim powietrzem. Potem przyszedł czas na obiad. Nabrałam ochoty na pyszny gulasz, taki jak kiedyś gotowała mama i za którym cała rodzina bardzo mocno przepadała. Odmroziłam kluski parowane, bo do gulaszu zasiadam tylko z nimi i zaczęłam działać!

 

Bardzo aromtatyczny sos, mięciutkie mięso i warzywa. Lekko pikantny, ale taki już gulasz być powinien. Pieczarki dopełniają smaku, choć suszone prawdziwki wyraziły by ten smak jeszcze bardziej. Czasem mam ochotę właśnie na taki obiad, prosty, smaczny i taki który każdy doskonale zna!

 

Co będzie potrzebne!

  • 600-700g dobrej jakości wieprzowiny ( szynka, łopatka, karkówka, a najlepiej mięso mieszane)
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 czerwona papryka
  • 1 soczysty pomidor
  • kilka pieczarek, lub garść wcześniej namoczonych suszonych grzybów
  • pół łyżeczki papryki słodkiej
  • pół łyżeczki papryki ostrej lub pieprzu kajeńskiego
  • pół łyżeczki kminu
  • kolendra ( opcjonalnie )
  • pieprz sól
  • 2 łyżki mąki
  • woda do podlewania mięsa
  • kilka łyżek oliwy

Mięso pokroić na drobną kostkę. Czosnek przecisnąć przez praskę. Mięso połączyć z 2 łyżkami oliwy, dodać przyprawy i czosnek, dokładnie wymieszać. Odłożyć na pół godziny do lodówki.

Cebulę drobno posiekać, zeszklić. 

Mocno rozgrzać patelnię z resztą oliwy. Mięso podsmażyć na dość mocnym ogniu ze wszystkich stron przez kilka minut, pilnować by się nie przypaliło. Zmniejszyć ogień. Dodać cebulę, pokrojonego i obranego ze skórki pomidora, całość zalać szklanką wody i dusić pod przykryciem przez około 40 minut. W międzyczasie dolewać wody.

Paprykę pokroić w kostkę, pieczarki w paski. Dodać do mięsa. Dusić pod przykryciem jeszcze 40 minut, Mięso musi być miękkie i soczyste.

W razie konieczności doprawić jeszcze sola i pieprzem.

Mąkę wymieszać z kilkoma łyżkami wody. Dodać do sosu, zamieszać. Gdy się zagotuje, sos jest gotowy.

Podawać z ziemniakami, kaszą, kluskami.

 

Smacznego!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Czy u Was też jest tak niesamowicie gorąco? Aż trudno uwierzyć, że lato się już powolutku kończy! Lubię taką pogodę, słońce nastraja mnie pozytywnie, a w głowie pojawia się tysiące nowych pomysłów. Nie ma czasu na nostalgie. Dzisiejszy dzień od rana był bardzo pracowity, jak to poniedziałek. Trzeba zaplanować cały tydzień i trzeba upiec bułki. Do sklepu przecież daleko.

 

Bardzo puszyste, mięciutkie i smaczne. Maślane! Smakują idealnie do letnich kanapek. Długo są świeże, idealne dla maluchów. Mój je uwielbia. 

 

Co będzie potrzebne:

  • 450 g mąki chlebowej
  • 15g świeżych drożdży lub 7g drożdży suchych
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • 50g masła
  • 280ml ciepłego mleka + łyżeczka do posmarowania

Że świeżych drożdży zrobić rozczyn. Mąkę przesiać do miski, dodać sól cukier i miękkie masło. Rozetrzeć, dodać ciepłe mleko i drożdże, wyrabiać do momentu aż ciasto będzie elastyczne i będzie odchodzić od brzegów miski. Może to trwać dosyć długo. Ciasto przykryć ściereczką i odstawić do podwojenia objętości ( na około godzinę). Po tym czasie ciasto wyrobić ponownie, podzielić na 12 ( jeśli chcemy małe bułeczki) równe części, bądź na 8 ( jeśli wolimy bułki nieco większe), uformować kulki i układać na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. Każdą bułką naciąć wzdłuż nożem. Pozostawić do wyrośnięcia.

Przed pieczeniem bułeczki wysmarować mlekiem. Piec przez 20 minut w 200 stopniach.

 

W maszynie:

Wszystkie składniki- najpierw płynne, potem sypkie a potem drożdże umieścić w maszynie, nastawić program do wyrabiania ciasta. Gotowe ciasto wyjąć krótko wyrobić, podzielić na bułeczki. Dalej postępować zgodnie z powyższym przepisem.

 

Smacznego!

 

piątek, 17 sierpnia 2012

Dla mnie śniadanie odgrywa bardzo ważną rolę w rytmie dnia codziennego. Nie ma dnia bym nie wyszła z domu bez śniadania, przyzwyczaiłam już do tego mój organizm i już wcześnie rano domaga się on solidnej porcji czegoś pysznego. Za to kolacje mogą dla mnie nie istnieć. Chyba, że obiad był mało suty i nie przekąsiłam nic popołudniu. W ciąży nauczyłam się jeść płatki owsiane, bo mówili, że zdrowe. Szybko mi się znudziły w swej niezmienionej formie więc zaczęłam serwować sobie granolę. Jeszcze bardziej pożywną, z wieloma dodatkami, orzechami, z miodem. Robiłam ją sama bo przecież miałam mnóstwo czasu..i tak już zostało. Innej nie chce, innej nie lubię. Wczoraj mi się o niej przypomniało. Więc zrobiłam. Moje dzisiejsze śniadanie było zatem niesamowite, a i mój synek stał się wielkim zwolennikiem granoli.

 

Jest chrupiąca, taka jaką lubię. Lekko słodka, do mojej wersji nie dodaję cukru. Jest w niej sporo miodu co w zupełności mi wystarcza. Po co faszerować się niepotrzebnymi kaloriami. Z suszonych owoców najbardziej lubię żurawinę, więc bez zbędnych oględzin woreczek właśnie z nią wylądował w mojej mieszance. Idealna na śniadanie z jogurtem czy mlekiem, albo jako pyszna przekąska kiedy mamy ochotę coś sobie pochrupać. Polecam!

 

Co będzie potrzebne:

  • 2 szklanki płatków owsianych
  • pół szklanki suszonej żurawiny
  • 6 łyżek pestek słonecznika
  • 6 łyżek sezamu
  • 4 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 garści ulubionych orzechów ( u mnie włoskie)
  • 3 łyżki otrębów owsianych ( niech żyje błonnik!)
  • 4 łyżki oliwy z oliwek ( można dodać oleju rzepakowego lub innego ulubionego)
  • pół szklanki miodu
  • 1 łyżka ekstraktu migdałowego
  • sok z połowy cytryny
  • 100 ml soku jabłkowego

Oliwę, miód i sok jabłkowy i ekstrakt migdałowy przelewamy do rondelka. Mieszając cały czas czekamy aż wszystkie składniki się połączą.  Płatki owsiane i całą resztę składników sypkich przesypujemy do dużej miski. Dodajemy sok z cytryny i wcześniej przygotowany płyn. Całość dokładnie mieszamy, by wszystkie składniki dokładnie się połączyły.

Piekarnik rozgrzewamy do 150 stopni. Naszą mieszankę wykładamy na blaszkę równomiernie. Warstwa nie może być zbyt gruba. Pieczemy przez około 50 minut, mieszając co kilka minut całość by płatki równomiernie się zarumieniły. Granola musi być chrupiąca i wyraźnie przyrumieniona.

Po wystygnięciu przekładamy do szczelnego słoika i odkładamy w suche miejsce.

Smacznego!

 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Wakacje kończą się nieubłaganie. Mi osobiście najbardziej szkoda pięknego słońca, błękitnego nieba i letniego, upalnego powietrza, którego nigdy nie mam dość. Nie lubię jesieni i wcale na nią nie czekam. Szukam więc lata wszędzie gdzie tylko bywam i staram się korzystać ile się da z ostatnich sierpniowych dni. Mimo, że grzyby pojawiają się jesienią, kurki to typowe letnie owoce lasu. W mojej 'strefie klimatycznej' rośnie ich niewiele, choć znajdują się tacy co potrafią ich uzbierać całkiem sporo. Kupiłam piękne kurki. Już w drodze do domu intensywnie myślałam co z nimi zrobię. Musi być coś wyjątkowego.

 

Podobny sos znacie pewnie z dzieciństwa. U nas bywał taki zwykle na wakacjach w domku nad jeziorem. Rano grzybobranie, potem plaża, a potem wspólny obiad na werandzie przed naszym domkiem. Ojj jak wtedy smakowało. Lubię ten sos bo jest bardzo kremowy, lekko maślany, a ser typu feta nadaje mu wyrazistości. W zasadzie można go podać nie tylko z makaronem, mogą być kopytka, ziemniaki czy nawet pyzy, ale ja kocham makarony i w takiej wersji smakuje mi najlepiej. 


Co będzie potrzebne:

  • 200g makaronu ( ulubionego)
  • 250 g kurek
  • 100ml śmietanki kremowej
  • mała czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki masła
  • 1 łyżki oliwy extra virgin
  • 50 g sera typu feta
  • mały pęczek pietruszki
  • pieprz sól

Kurki wypłukać i wyczyścić. Większe przekroić na pół.

Cebulę i czosnek drobno posiekać. Rozgrzać masło na patelni i smażyć na niewielkim ogniu cebulę z czosnkiem do momentu, aż lekko zmiękną- doprawić solą i pieprzem. Dodać kurki i podsmażać na lekkim ogniu ok. 10 minut.

Po tym czasie dodać oliwę, śmietankę i zagotować. Ser feta pokruszyć i dodać do sosu, gotować do momentu, aż ser się rozpuści. Połowę pęczka pietruszki posiekać dodać do sosu, doprawić całość solą i pieprzem.

Makaron ugotować na al dente. Wrzucić do sosu, całość zamieszać, by makaron dokładnie pokrył się sosem. Jeśli sos jest zbyt gęsty, dodać łyżkę lub 2 śmietany. Podawać natychmiast z resztą posiekanej natki pietruszki.

Smacznego!

 

czwartek, 09 sierpnia 2012

To znowu ja. W troszkę innej odsłonie. Za dużo było słodkiego ostatnio, więc na sam wieczór zapraszam Was na mój ulubiony szpinak. Makarony uwielbiam, to wiecie, szpinak też kocham to również wiecie, więc jak nie wiem co zrobić na obiad, robię po prostu to! Jest troszkę kaloryczne, ale dla osób, które nigdy nie były na diecie i nie mają zamiaru na nią przejść jest idealny! 

 

Nie będę Wam za dużo o nim opowiadać, bo takie zestawienie albo się kocha albo nienawidzi. Nie każdy lubi szpinak, więc nie jest to danie dla każdego, ale zapewniam, że smakuje rewelacyjnie, syci na bardzo długo i pozostawia naprawdę miłe kulinarne wspomnienia.

 

Co będzie potrzebne:

  • ulubiony makaron- pół paczki
  • 2 spore garści młodego szpinaku
  • serek topiony śmietankowy 100g ( u mnie hochland)
  • 20 dag sera żółtego startego na grubej tarce ( cheddar)
  • 2 małe dymki ( biała część)
  • 3 ząbki czosnku
  • 100 ml słodkiej śmietany kremowej
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz

Cebulkę i 2 ząbki czosnku drobno posiekać, zeszklić na oliwie. Dodać szpinak i smażyć na małym ogniu do momentu, aż liście nie zaczną się kurczyć. Po tym czasie całość doprawić, dodać pozostały ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę.

Do szpinaku dodać śmietankę i zagotować. Dodaj pokrojony ser topiony i starty na grubej tare ser żółty. Cały czas mieszając czekamy, aż sery się rozpuszczą i utworzą sos. 

Doprawiamy solą i pieprzem wedle gustu.

Makaron gotujemy na al dente. Podajemy z gorącym sosem.

Smacznego!

 

 
1 , 2

  • Kontakt



  • Durszlak.pl



    Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi
    Top Blogi